Chciałabym opowiedzieć o Stasiu, ruchliwym i psotnym czterolatku, który mimo swojego wieku wiele już przeszedł ale zacznę od początku.

Staś ma brata bliźniaka (całkowicie od siebie różnego) i starszą siedmioletnią siostrę. Mój synek urodził się w maju 2014 roku. Mimo trudnej ciąży bliźniaczej nic nie zapowiadało ciężkich chwil, które nas potem spotkały.

W trzydziestym szóstym tygodniu ciąży, po cięciu cesarskim w Ustrzykach Dolnych miałam dwóch dużych synów. Jednak godzinę później okazało się, że Staś jest niewydolny oddechowo. Miał wrodzone zapalenie płuc. Z powodu braku sprzętu w tamtejszym szpitalu synek miał być przewieziony do Rzeszowa. Jednak lekarze pogotowia zdecydowali się go zabrać do Krosna. Tam jego stan cały czas się pogarszał. Doktorzy nie dawali mu żadnych szans. Po kilku dniach na naszą odpowiedzialność został przywieziony do Rzeszowa. Mimo, iż był duży (3200g) w dalszym ciągu nikt nie dawał nam większych nadziei. Staś był niewydolny oddechowo i krążeniowo. Do zapalenia płuc doszła jeszcze ciężka zamartwica urodzeniowa, martwicze zapalenie jelit, drożny przewód tętniczy, a także okazało się, że synek ma wadę serduszka. Jednak po kilku tygodniach walki Staś został wypisany ze szpitala i wrócił do domu.

W tamtym okresie mieliśmy bardzo dużo wizyt kontrolnych u lekarzy. Zaczęliśmy uczęszczać na rehabilitację w Sanoku, gdyż synek miał zmniejszone napięcie mięśniowe i przykurcze. Po wielu trudach Staś zaczął chodzić, a Ośrodek Rehabilitacyjny zakończył z nami współpracę.

Parę miesięcy później zorientowałam się, że z synkiem dzieje się coś złego. Mało mówił, nie chciał kontaktu fizycznego nawet ze mną czy z tatą. Nie zwracał uwagi na rodzeństwo, bajki w telewizji. Najgorsze były jednak jego nieustanne płacze i krzyki, które z dnia na dzień były co raz głośniejsze i dłuższe bo nie mogłam go uspokoić. Tylko biegał i niszczył. Staś miał niewiele ponad rok. Zgłosiłam się z tym problemem do pani neurolog, która nas prowadziła w Rzeszowie. Pojawiło się wtedy podejrzenie autyzmu. Zaczęły się kolejne "wycieczki" do lekarzy. Dość szybko udało nam się dostać diagnozę. Okazało się, że Staś ma autyzm wczesnodziecięcy atypowy.

W tym czasie zgłosiliśmy się też do Ośrodka Wczesnej Interwencji w Potoku z prośbą o objęcie opieką synka. Udało nam się udać do programu PFRON. Pierwsze lekcje pamiętam do dziś - ten płacz i krzyk. Bo znowu nowa twarz i nowe miejsce. Bo ktoś obcy coś chce. W sumie Staś przyzwyczajał się do Ośrodka prawie rok - choć do dziś muszę być obecna na zajęciach.

Na początku myślałam sobie po co mu to? Po co mamy go tak męczyć? Jednak z czasem zachowanie synka zaczęło się zmieniać: dzięki tym lekcjom stał się spokojniejszy, zaczął więcej mówić. Było nam ciężko bo trzeba było pokonać prawie 100 km w jedną stronę żeby go dowieść na te zajęcia. Jednak syn był dla nas najważniejszy.

Staś w OWI w Potoku uczęszcza na lekcje logopedyczne, pedagogiczne, psychologiczne a także na rehabilitację ruchową. Dzięki tym zajęciom syn zaczął się koncentrować na tym co robi, utrzymywać kontakt wzrokowy czy potrafi dłużej usiedzieć na jednym miejscu.

Najpiękniejszy moment jaki pamiętam to, gdy Staś po takich zajęciach zaczął się bawić ze swoim rodzeństwem. Nie potrafię opisać szczęścia, które wtedy czułam. Dziś synek jest pod opieką Ośrodka od ponad dwóch lat. Jego zachowanie bardzo się zmieniło. Chce się przytulać. Bawi się z rodzeństwem. Uwielbia malować farbami, układać klocki, czy robić coś z plasteliny. Chodzi także do przedszkola i choć głównie bawi się tam z bratem, bo nie bardzo chce z innymi dziećmi to jednak daje sobie radę. Nie mogę powiedzieć, że zawsze jest wspaniale. Staś nadal boi się "nowości" a także ma okresy, że się złości i denerwuje. Nieraz tak, że dostaje wysoką temperaturę. Jednak są to momenty coraz rzadsze i niestety jedynym sposobem jest ten czas przeczekać.

Ośrodek Wczesnej Interwencji w Potoku dał mojemu synkowi szansę na lepszy "start" w dorosłość za co jestem ogromnie wdzięczna. Dzięki temu Staś jest kontaktowym, rozmownym i uśmiechniętym dzieckiem.

Mama